Komentarz do: https://www.youtube.com/watch?v=D2-4RFW3Nfs
Tak duże operacje jak zamach Smoleński (bo był to zamach, a nie żadna "katastrofa") zawsze stanowią wynik porozumienia wielu stron. Wszystko to dotyczy procesów, które wtedy, w 2010 roku, formowały się, a dzisiaj, w 2025 roku, znajdują się, jak widać, in statu nascendi (Mija już 3 rok tego, co można nazwać II Wojną Krymską, natomiast Izrael w biały dzień, przy milczeniu świata dokonuje ludobójstwa Palestyńczyków. Dwa dni temu, 12 czerwca, zaatakował Iran). Mowa o wielkiej wojnie XXI wieku o dominację nad światem. Głównymi biegunami tej konfrontacji są Stany Zjednoczone i Chiny.
To, że Kaczyński zginął (bo zginął - wiele wskazuje na to, że co do tego nie ma wątpliwości) nie wynika z jego osobistych zasług, formatu itd., a jedynie z geografii. Polska leży w punkcie kluczowym dla osiągnięcia tej dominacji w Europie i szerzej - w Eurazji.
Kaczyński tych prawidłowości nie rozumiał. Był on, tak jak rzekomo stojący na przeciwnym do niego biegunie Kuroń, Michnik, Geremek itd., wywodzącym się z tego samego środowiska atlantystą, typowym przedstawicielem antypolskich, solidarnościowych tzw. "elit", wychowanym w kulcie "globalizmu", "Zachodu", "Ameryki". Zresztą jest on tej samej co oni, że tak to ujmę, "narodowości" - odpowiedzialny jest m.in. za reaktywowanie w 2007 roku w Polsce wściekle antypolskiej, żydowskiej loży masońskiej B'nai B'rith i wiele innych antypolskich działań likwidujących w istocie polską suwerenność na rzecz Stanów Zjednoczonych. Nie różni się ani on, ani jego brat, ani cała ich formacja od tych, którzy teraz, w 2025, są ich rzekomymi przeciwnikami politycznymi - pokazał to covid, bezprawne prześladowanie Polaków tylko za to, że taką wizję mają globaliści z Nowego Jorku, pokazało to ukrainizowanie Polski dokonywane obecnie i za rządów PiS.
Tak jak wszystkie bez wyjątku tzw. "polskie" tzw. "elity" solidarnościowe, czy z obecnego PiS, czy z obecnego PO, swoją figurę polityczną Kaczyński budował m.in. na solidarnościowych, antyrosyjskich resentymentach i na czynieniu z Polski najwierniejszego lokaja służącego interesowi i polityce Ameryki i jej narzędzia - atlantyckiego globalizmu.
Nie pojął on jednak, że wola i polityka imperium zależy nie od romantycznych, antyrosyjskich halucynacji nadwiślańskich solidarnościowców i ich naiwnego uwielbienia dla USA, Zachodu i "demokracji" - a wyłącznie od jego interesów. A tak się składa, że 2010 rok, za Obamy, to okres zbliżenia amerykańsko-rosyjskiego (tzw. "Reset"), który nastąpił, przypomnijmy, nie z inicjatywy rosyjskiej, ale na prośbę strony amerykańskiej. Stany Zjednoczone, przewidując już wtedy nieuchronność starcia z Chinami, próbowały pozyskać przynajmniej życzliwą neutralność Rosji.
Reset ten co prawda bardzo szybko wyparował - strony czego innego od siebie nawzajem oczekiwały. USA liczyły na to, że Rosja zgodzi się być tzw. "mocarstwem pomocniczym", mogącym co prawda liczyć na (tymczasową) przychylność Ameryki i Zachodu, ale kosztem części własnej suwerenności, poprzez podporządkowanie się w poważnej mierze amerykańskim strukturom politycznym umożliwiającym intruzowi systematyczną penetrację i wydrążanie żywiciela (wszystko to co w Polsce "zawdzięczamy" Michnikom, Bolęsom, Mazowieckim, Kornelom Morawieckim i "Solidarności", czyli: amerykańskie kredyty; amerykańskie fundacje pozarządowe; amerykańska, lewicowa, antyspołeczna propaganda w mediach; priorytetyzowany dostęp dla amerykańskiego biznesu; kontrakty korzystne dla amerykańskich koncernów itd. itd.). Rosja uznała to za tak wielkie ryzyko, że amerykańską ofertę odrzuciła. W związku w tym Stany Zjednoczone obrały kurs konfrontacyjny wobec Rosji - kurs ten wiedzie jednak nie bezpośrednio do Rosji, ale pośrednio, poprzez tworzenie przez USA wielkiej geopolitycznej "strefy chaosu", "łuku niestabilności", który w zamierzeniu jego demiurgów z Pentagonu ma posłużyć za narzędzie do uderzenia w Rosję i zmuszenia jej do posłuszeństwa wobec USA.
Już pod koniec 2010 roku rozpoczyna się okres "Arabskiej Wiosny", czyli sterowana przez Pentagon destabilizacja rządów szeregu państw arabskich. W 2011 roku ma w Libii miejsce "zaprowadzenie demokracji", czyli wywołana przez CIA rewolucja, interwencja NATO i zabicie przywódcy Libii Kaddafiego (jak Libia "cieszy się" z demokracji i jak cudowne możliwości z tego dla niej wynikły, widać dzisiaj, w 2025 roku). W 2011 roku ma miejsce wywołany przez amerykański wywiad "bunt pułkowników" w Syrii i rozpoczęcie wojny domowej. Ten atak był wyraźnym wstępem do ataku na Iran, którego wtedy nie rozpoczęto, bo Rosja przeprowadziła zbrojną interwencję i wsparła prawowitego przywódcę Syrii Assada, dzięki czemu ten najazd "demokracji" nie udał się w pełni, a wojna z Iranem musiała się opóźnić - rysuje się ona bardziej wyraźnie dopiero dzisiaj, po ponad roku dokonywania przez Izrael ludobójstwa na Palestyńczykach.
Na przełomie 2011/2012 roku na Placu Błotnym w Moskwie mają miejsce duże manifestacje antyrządowe. Zorganizowane były przez Pentagon według scenariusza "kolorowej rewolucji", opracowanego i przećwiczonego już rok wcześniej podczas "Arabskiej Wiosny", czyli: masy ludzi zorganizowanych za pomocą mediów społecznościowych, koordynowanych przez zdeterminowanych agitatorów powiązanych personalnie i finansowo z amerykańską ambasadą, amerykańskimi mediami i amerykańskimi fundacjami, posługujący się prostymi, płytkimi, często lewicowymi hasłami, trafiającymi szczególnie łatwo do dwóch najbardziej naiwnych politycznie i łatwych w zmanipulowaniu grup społecznych, czyli do ludzi młodych i do kobiet.
Próba zmajdanowienia Rosji w 2011/2012 nie powiodła się, ale powiodło się Pentagonowi zmajdanowienie Ukrainy w 2013/2014, zainstalowanie tam agresywnie antyrosyjskiej, amerykańskiej agentury dążącej w interesie Ameryki do konfrontacji z Rosją poprzez gwałtowne scalenie Ukrainy z militarnymi strukturami USA. Konfrontację tą Ameryka znalazła i ona się rozwija. Cieszy to Pentagon, amerykańskich producentów broni, amerykańskie koncerny wydobywcze i rolnicze, które już są w przeważającej mierze właścicielem gruntów w tej zmilitaryzowanej, banderowskiej dyktaturze zwanej "Ukrainą".
Ameryka, jak ujął to minister spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej, Siergiej Wiktorowicz Ławrow, "uruchomiła mechanikę dziejów, której skutków już nie zatrzyma".
Wszystko to nastąpiło później, ale w 2010 roku perspektywa porozumienia amerykańsko-rosyjskiego była realna. Nie zrozumiał tego Kaczyński. Jego naiwność i ograniczenia intelektualne nie pozwalały mu przyjąć tego do wiadomości. Nie rozumiał, że w dynamicznie zmieniających się warunkach, w sytuacji zbliżającej się konfrontacji wielkich graczy rolą polskiego męża stanu jest to, aby maksymalizować polskie zyski bez względu na dziecinne, antyrosyjskie zacietrzewienie "solidarnościowców walczących", umysłowo wciąż tkwiących w PRLu i wiecznie "walczących z komuną". Ciągle chciał być "najbardziej proamerykańskim i antyrosyjskim politykiem w Europie" (tak jakby był to powód do chwały, a polski patriotyzm musiał równać się antyrosyjskości) i przeciwstawiał się temu amerykańsko-rosyjskiemu "resetowi". Zaczęło to powodować w Pentagonie/Waszyngtonie/Białym Domu najpierw zniecierpliwienie, a potem gniew i wściekłość, aż w końcu ten amerykański agent, antypolski zdrajca czyniący wszystko dla Ameryki, a przeciwko Polsce, został przez swoich mocodawców zwolniony ze stanowiska w trybie dyscyplinarnym - ot co.
Techniczne drobiazgi: bomba, czy nie bomba - nie mają najmniejszego znaczenia. Zresztą nie wiemy nawet czy w samolot ktokolwiek wsiadł, czy on się w ogóle gdzieś rozbił itd. itd.
Zapytajmy w końcu retorycznie, że jeżeli jest tak, jak utrzymuje Antoni Macierewicz, czyli że to Rosja dokonała zamachu i to jedynie ona za niego odpowiada, to dlaczego właśnie teraz, w sytuacji napięcia amerykańsko-rosyjskiego, Amerykanie nie wykorzystują tego, aby rzucić na stół wszystkie dowody (które z pewnością musieliby posiadać), aby w całym świecie napiętnować Rosję jako "zbrodnicze", "terrorystyczne" itd. itd. państwo? Dlaczego Amerykanie milczą?